REC-EN-ZEN’T

od popkultury do surrealizmu

Kliknij, by poznać najnowszą ofertę Multikina i uzyskać informacje o najciekawszych według nas premierach i promocjach :)

Wkrótce

“Przed Czasem: Skazani” Alice Hill

“Przed Czasem: Skazani” Alice Hill

Zapraszam do lektury mojej debiutanckiej powieści oraz na fanpage Alice Hill :). Kontakt pod adresem: officialalicehill@gmail.com
Alicja

Nasze patronaty

Nasze patronaty
Blogi
Dodaj Swojego bloga do spisów Więcej po kliknięciu
Blogi o literaturze genis.pl

Nasi partnerzy:

Nasi partnerzy:
BookMaster księgarnie internetowe

Publikujemy również na:

Publikujemy również na:

W ogień5555

Idyllicznie pojmowana przyjaźń, tak samo jak podobna miłość, nie istnieją. To nie tak, że najlepsza przyjaciółka nigdy was nie zrani, nigdy nie popełni błędu, nigdy nie znajdzie się w punkcie, w którym skupienie się na sobie nie będzie ważniejsze od skupienia się na drugiej osobie. W uczuciach i relacjach, nawet tych najsilniejszych i najszczerszych, zawsze pojawiają się zgrzyty czy problemy. Tylko od was zależy czy poddacie się negatywnym emocjom z tymi komplikacjami związanymi, czy zdecydujecie się odpuścić; czy postanowicie rozpamiętywać coś po kres dni, czy zacząć raz jeszcze z czystą kartą. Niemniej na stronach powieści znaleźć można historie przyjaźni, które mogłyby w swym wyidealizowaniu stanowić odpowiednik tych miłosnych, takich, jak „Romeo i Julia”. „W ogień” Ewy Seno to właśnie tego typu historia.

W skrócie: Mnie pierwszy tom „Kontraktu” nie przekonał, ale sądzę, że do młodszych i mniej doświadczonych czytelników mógłby przemówić.

Okładka pierwszego tomu cyklu „Kontrakt” nie wydaje się odbiegać od obwolut tych książek, które opowiadają o miłości. Rudowłosa, zmysłowa kobieta otoczona wstęgami mrocznego dymu nie przywołuje w pierwszym odruchu skojarzeń z przyjaźnią. Grafika, choć estetycznie przyjemna, nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych, zapraszających do lektury paranormalnych romansów. Dopiero podpowiedź ulokowana poniżej tytułu – „Przyjaźń, która prowadzi do zatracenia” – nakierowuje czytelnika na zasadniczą tematykę utworu. Niezależnie od ostatecznej tematyki jednak w wijących się na drugim planie oparach jest coś pociągającego i intrygującego.

Emma i Em przyjaźnią się od najmłodszych lat. Nie wydaje się, żeby rzecz miała ulec zmianie do chwili, gdy Em zmuszona jest – za sprawą decyzji matki – wyprowadzić się za ocean. W tym czasie życie Emmy wywraca się do góry nogami. Gdy zaczyna się nią interesować najprzystojniejszy chłopak w szkole wprost nie może uwierzyć w swoje szczęście. Wkrótce jej wątpliwości okazują się słuszne, a zdradzona i poniżona dziewczyna pogrąża się w rozpaczy. Gdy dochodzi do tragedii Em nie waha się ani chwili i wyrusza w podróż powrotną do dawnego miejsca zamieszkania. Jednak jedynym, co zastaje na miejscu są strach, milczenie i budzące się w niej pragnienie zemsty. Kiedy na horyzoncie pojawia się możliwość pomszczenia przyjaciółki, Em nie waha się długo. I cóż z tego, że ceną za sprawiedliwość ma być jej dusza? To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

holmes8888

Ilość przetworzeń tekstu Artura Conana Doyla może przytłaczać. Sherlock Holmes i jego pomocnik John Watson doczekali się tak wielu różnych wcieleń, a ich historia przełożona została na tak wiele różnych mediów, że niełatwo byłoby dokonać w tym zakresie czegoś nowatorskiego. Tak przynajmniej sądziłam do czasu obejrzenia „Elementary”, serialu, który choć wykorzystuje znane wszystkim opowieści, to dokonuje ich twórczego i kreatywnego przetworzenia, niepozbawionego związków – poprzez metaforyczny komentarz – z współczesnością, jej problemami i istotnymi wydarzeniami świata realnego.

W skrócie: Jeżeli obawiacie się tak dalece idącego przetworzenia klasycznej brytyjskiej historii, to weźcie głęboki oddech i przestańcie. Jakkolwiek bowiem rozpoczynając swoją przygodą z „Elementary” zmagałam się z podobnymi wątpliwościami, tak wiem już, że były absolutnie nieuzasadnione.

Sherlock Holmes (Jonny Lee Miller) właśnie przeprowadził się z Londynu do Nowego Jorku. Pracę w Scotland Yardzie zamienił na zatrudnienie w nowojorskim wydziale zabójstw, gdzie dowodzi znany mu z przeszłości kapitan Thomas Gregson (Aidan Quinn). Życie w Stanach Zjednoczonych przynosi jeszcze więcej nowości. Ojciec Sherlocka bowiem, mając na względzie jego niedawne uzależnienie i odwyk, zatrudnił dlań towarzysza. A dokładniej: towarzyszkę. Doktor Joan Watson (Lucy Liu) ma za zadanie pilnować, by inteligentny detektyw nie wpadł ponownie w kleszcze nałogu. Egocentryczny i ekstrawagancki mężczyzna początkowo stanowi dla Watson brutalne i nieprzyjemne wyzwanie. Z czasem jednak zaczyna dostrzegać jaśniejszą stronę podopiecznego. To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

hycel7777

Uczestników piątkowego seansu „Planety Singli” spotkała niemała niespodzianka. Projekcja rozpoczęła się z ponad półgodzinnym opóźnieniem, jednak nie za sprawą komplikacji technicznych, a bonusu w postaci „drugiego otwarcia festiwalu” oraz towarzyszącej mu krótkiej, humorystycznej wymiany zdań między Januszem Chabiorem i dyrektorem artystycznym festiwalu, Przemkiem Lewandowskim. W ramach niespodzianki odbył się również dodatkowy pokaz krótkometrażowego filmu młodej reżyserki, Darii Woszek, pod tytułem „Hycel”. Chociaż zasługuje on na uwagę i docenienie, to zastanawiającą wydaje się decyzja organizatorów ILF o połączeniu jego projekcji z seansem „Planety Singli” – produkcji adresowanej jednak do, w przeważającej części, odmiennej grupy odbiorczej.

W skrócie: Ciekawy wizualnie, z potencjałem na pełnometrażową produkcję.

Przede wszystkim dlatego, że historia „Hycla” – choć groteskowa i komiczna – nosi również znamiona okrucieństwa. Bru (Janusz Chabior), samotny i nieszczególnie zamożny mężczyzna, porzucił pracę łapacza psów na rzecz dwuznacznego moralnie procederu. Były hycel porywa oczekujących na swoich właścicieli – np. przed sklepem – pupili i trzyma ich pod kluczem do chwili, gdy rodziny czworonogów rozpoczną opłacalne dla ewentualnego znalazcy psa poszukiwania. Wszystko wymyka się spod kontroli, gdy „pod opiekę” Bru trafiają jednocześnie dwa zwierzaki… To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

The_Fundamentals_of_Caring_posterDramaty lubią opowiadać o ludzkich tragediach, o nieszczęściu, w jakim żyją niepełnosprawni, jak godzą się ze swoim losem i oczywistą przeszłością. Czasem lubią opowiadać historie przesiąknięte nadzieją oraz pewną bajkowością. Jednak z tych kategorii wyłamuje się jedna z najnowszych produkcji Netflixa – “The Fundamentals of Caring”. Pokazuje, że największą siłą przetrwania jest siła dystansu i przekraczania kolejnych barier. A wózek barierą wcale być nie musi.

Ben (Paul Rudd), który jest w trakcie rozwodu i miał w ostatnim czasie sporo życiowych zakrętów, porzuca zawód pisarza (choć nigdy jakiś szalenie popularny nie był). Bierze udział w kursie opiekunów osób niepełnosprawnych. Jego pierwszą pracą staje się opiekowanie Trevorem (Craig Roberts), nastolatkiem chorym na dystrofię mięśniową. Mężczyźni szybko znajdują wspólny język i wyruszają na wyprawę po najdziwniejszych miejscach w Ameryce. To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

karski7777

W czasach, kiedy tryumfy święcą kolejne filmy o komiksowych superbohaterach, łatwo zapomnieć o bohaterach prawdziwych. Tych jednak wcale nie brakuje, jak dowodzi historia. Na szczęście oko kamery zauważa czasami również ich.

W skrócie: To obraz, którego nie można obejrzeć i zignorować.

Był przystojny niczym Clark Gable, niezwykle inteligentny i posiadał fotograficzną pamięć. Młodzieńcze plany, by zostać dyplomatą pokrzyżował mu wybuch II wojny światowej. Chociaż dla rozpowszechnienia prawdy o eksterminacyjnych planach i praktykach Niemców zrobił więcej niż niejedna z bardziej rozpoznawalnych postaci historycznych tamtego okresu, do końca życia dręczyły go wyrzuty sumienia. Po upływie czterdziestu lat wciąż był w stanie opowiedzieć swoją historię tak, jakby wydarzyła się wczoraj – z wyraźnym ładunkiem emocjonalnym i brutalną szczegółowością. Jednocześnie, słuchając jego opowieści, czuć ból towarzyszący otwieraniu zabliźniającej się wciąż rany. Lata wcześniej zabrano go do getta, by zapamiętał i to też uczynił. Na zawsze. Dzisiaj porównuje się go do Jamesa Bonda. Mowa o Janie Karskim, bohaterze dokumentalnego filmu Sławomira Grünberga, pod tytułem „Karski i władcy ludzkości”. To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

romeojulia8888

Dla wielu „Romeo i Julia” to najbardziej romantyczna historia w dziejach świata. Jest w niej wszystko – gorące uczucie, przeszkody stojące na drodze zakochanych (które, w większości, ci pokonują; albo z których niewiele sobie robią) i skomplikowana intryga. Pociągający duet Eros i Tanatos raz jeszcze święci więc sukcesy, zwłaszcza wśród hołdujących duchowi romantyzmu osób. Istnieje jednak również druga strona „Romea i Julii” – ta racjonalna lub wręcz cyniczna – gdy spoglądając na historię gwiazd szekspirowskiego dramatu, widzi się trzydniowy, pedofilski (Romeo ma bowiem lat siedemnaście, a Julia trzynaście) romans, zwieńczony śmiercią w sumie sześciu osób. Filmowa wersja dramatu w reżyserii Baza Luhrmanna plasuje się gdzieś pomiędzy klasycznie rozumianym romantycznym duchem – tekst sztuki i jej przesłanie nie ulegają bowiem zmianie – a, wynikającym z wizualnego uwspółcześnienia obrazu, estetycznym komizmem i dystansem w stosunku do nostalgicznie pojmowanej miłości.

W skrócie: Luhrmannowska wersja „Romea i Julia” to jedna z moich ulubionych adaptacji klasycznego dzieła Szekspira.

Verona Beach to arena dla walk dwóch rywalizujących ze sobą gangów – Montague i Capulet. Poza tym rozgrywająca się na Florydzie akcja filmu do złudzenia przypomina pierwotną, szekspirowską wersję Romea i Julii. Dla przypomnienia: Romeo Montague (Leonardo Di Caprio) w przebraniu giermka dostaje się na bal maskowy, wydawany przez Capuletich, co ma być remedium na jego – po raz kolejny – złamane serce. Na zabawie chłopak poznaje piękną Julię Capulet (Clare Danes), w której z miejsca (i z wzajemnością) się zakochuje. Niestety na drodze do spełnienia ich uczucia stoją rodzinne waśnie. Wkrótce dochodzi do tragedii znanej chyba każdemu, bez względu na wykształcenie, kolor skóry, płeć czy wiek. To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

7720258.37777

Porośnięte sosnami, ośnieżone górskie szczyty. Mróz, zamieć, połacie pokrytego zmarzliną terenu. Po horyzont niezagospodarowana przez człowieka przestrzeń. Poczuć się tutaj ostatnim człowiekiem na ziemi to żaden wyczyn. Brzmi jak opis dalekiej Islandii albo norweskich peryferii? Nic bardziej mylnego. To polskie Bieszczady i ich mroczna nastrojowość, która od dawna prosiła się o wykorzystanie, została tłem dla wydarzeń thrillera „Na granicy” w reżyserii debiutującego w pełnym metrażu Wojciecha Kasperskiego.

W skrócie: Jak dla mnie to kolejny powód do pochwalenia polskiego kina za obranie właściwego, świeższego kierunku rozwoju.

Były pogranicznik, Mateusz (Andrzej Chyra), próbuje zwrócić swoje życie na normalne tory po rodzinnej tragedii. Wraca więc z nastoletnimi synami, Jankiem (Bartosz Bielenia) i Tomkiem (Kuba Henriksen), w Bieszczady, gdzie po rocznej przerwie próbuje ponownie wczuć się w klimat izolacji i odseparowania od ludzkich skupisk. Wizyta w górach ma być próbą przed ewentualnym powrotem do pracy. Bardzo szybko bieszczadzka samotnia przestaje wykazywać pustelnicze cechy. Gdy na horyzoncie majaczy tajemnicza męska postać (Marcin Dorociński) cała rodzina staje na baczność. Kto i co robi w górach poza sezonem, gdy trasy turystyczne są już zamknięte? Jakie konsekwencje przyniesie to spotkanie? Czy izolacja zawsze oznacza bezpieczeństwo? To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

demon

8888W repertuarze tegorocznego Ińskiego Lata Filmowego znalazło się wiele pozycji kontrowersyjnych, żadna z nich jednak nie wzbudziła wśród członków redakcji „Ińskie Point” takich emocji, jak „Demon” w reżyserii Marcina Wrony. Film stanowi mariaż kina gatunkowego z niełatwą i w dalszym ciągu nieprzepracowaną, tabuizowaną tematyką, która po premierze „Pokłosia” Władysław Pasikowskiego stała się przedmiotem burzliwej debaty społecznej. Żywa reakcja społeczeństwa na tamten film stanowi bazę, na której Wrona, choć w zupełnie inny sposób, zbudował swoją historię. Przedmiotem sporów przy ocenie „Demona” okazał się właśnie ów sposób.

W skrócie: Ostatni film Marcina Wrony okazuje się dobrym przykładem połączenia sprawności warsztatowej z niebanalnym pomysłem.

Fabularnym punktem wyjścia dla „Demona” jest wiejskie wesele, gdzie jedynym odstępstwem od małomiasteczkowych standardów jest brytyjskie pochodzenie pana młodego. Pierwszej doby po przybyciu Peter przypadkowo odsłania zakopany w ziemi szkielet, co pociąga za sobą szereg trudnych do wyjaśnienia zjawisk. Ich tajemniczość osiąga apogeum podczas wesela, kiedy dziwne zachowanie pana młodego zaczyna niepokoić rodzinę małżonki, która czuje się w obowiązku ukrycia partnera córki przed oceniającymi spojrzeniami biesiadników. To jednak dopiero początek dramatu, który ma rozegrać się w mglistą, deszczową noc. To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

ice-spiders2222

Jak ja uwielbiam powracać do kina klasy Ź, czyli do kategorii zwanej przez nas “tak złe, że aż dobre”. Przyznaję, że ostatnio nie bardzo mam czas, żeby chociaż kątem oka obejrzeć jedną z produkcji, którą serwują wieczorami mniej popularne stacje (a ostatnio w programie telewizyjnym widziałam tak zachęcające tytuły jak “Jad”). Na szczęście udało mi się przypomnieć obraz “Ice Spiders”. Pająki to jedni z moich ulubionych bohaterów kina klasy Ź, a w tym filmie w dodatku prezentują się w zimowej scenerii. Jajks!

W skrócie: Jakkolwiek lubię kino klasy Ź – można się na nim pośmiać – to tego filmu nie polecam.

Młoda drużyna narciarzy trenuje w dość odosobnionym kurorcie do olimpiady. Pomaga im w tym emerytowany olimpijczyk w tej kategorii. Jednak ich plany zostają zakłócone, gdy naukowcy pracujący niedaleko nad tajnym projektem rządowym wpadają w kłopoty. Hodowane przez nich zmutowane pająki-giganty uciekają z laboratorium. Sieją spustoszenie zabijając i zjadając wszystko, co spotkają na swojej drodze… To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)

7730585.3

6666Podejście do służb porządkowych, które zakłada, że nadużywają one swoich praw, nie jest niczym nowym. O brutalności policji mówi się lub mawia na całym świecie. Swoisty rodzaj władzy, którą daje mundur, na wybrane jednostki działa bowiem, o ironio, deprawująco. Eskalację problemu wspomina się ostatnio przede wszystkim w kontekście realiów rosyjskich, gdzie do nadużyć dochodzi nie w obrębie pojedynczych przypadków, a całych oddziałów policyjnych, które tworzą „organizacje” półświatka – balansujące na granicy pomiędzy prawem i porządkiem a zwykłą gangsterką. Film Jurija Bykowa „Major”, mający swoją premierę przed trzema laty opowiada właśnie o – nieco groteskowych, choć niezmiennie brutalnych – wydarzeniach związanych z nadużywaniem swoich uprawnień przez rosyjską policję. Film wyróżniono, między innymi, trzema głównymi nagrodami podczas forum filmowego w Szanghaju, dwiema nagrodami Festiwalu Młodej Kinematografii Europejskiej Voices w rosyjskiej Wołogdzie oraz dwiema nominacjami i nagrodą na Festiwalach Filmów Rosyjskich Sputnik.

W skrócie: Dobry pomysł, ciekawa estetyka, tylko bohaterowie i przesadna kumulacja trupów działają na niekorzyść “Majora”.

Tego dnia Sergey Sobolev (Denis Shvedov), major lokalnej policji, miał zostać – po długich staraniach i wielu komplikacjach – najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Informacja o rozpoczęciu akcji porodowej żony wprawia go w taką euforię, że gdy tylko policjant znajduje się w samochodzie, dociska gaz do dechy – nie chce stracić ani sekundy – i pędzi do szpitala. Pech chce, że tego dnia przekroczenie prędkości kończy się tragicznie. Oblodzona i ośnieżona nawierzchnia w połączeniu z szybką jazdą nie pozwala Sergeyowi na właściwą reakcję. Gdy na drogę wybiega dziecko, dochodzi do śmiertelnego w skutkach wypadku. Ale od czego są przyjaciele z jednostki? Wkrótce, nim major zdąży się chociaż zastanowić nad tym, co się stało, Pavel Kroshunov (Jurij Bykow) wszystkim się zajmuje. Wykorzystując wypracowane triki i przemoc bezpośrednią stara się zatuszować tragedię. Jej rozmiary jednak, za sprawą nieprzewidzianych wydarzeń, zaczynają się powiększać z każdą minutą, wciągając w swoje kleszcze coraz więcej ofiar. To jeszcze nie koniec! Czytaj dalej :)